Posłuchaj także ścieżki dźwiękowej. Więcej »
-Model-
Były lata 80-te kiedy powstawał oryginalny serial V. Technika była na ograniczonym poziomie ale mimo wszystko były to również czasy gdy niesamowite wówczas efekty specjalne przyciągały przed telewizory miliony widzów (jesteśmy wśród nich). Nie było by stosowne porównywać tego do obecnych możliwości które stosuje się w remake V i o których pisaliśmy w poprzednich artykułach. Zwracamy na to uwagę ponieważ czasem spotykamy się z krytyką klasycznego serialu V związaną z kompletnym brakiem wiedzy na jego temat. Stając w obronie starszej wersji, postanowiliśmy w prosty i przejrzysty sposób wyjaśnić kilka szczegółów zza kulis kultowego ‘V’. Dzisiaj skupimy się jednak głównie na budowie modeli statków- tych mniejszych i większych które spektakularnie pojawiają się w różnych epizodach i na które fani produkcji tak bardzo zwracają baczną uwagę. W tworzeniu poniższego materiału pomogło nam kilka osób za które bardzo dziękujemy.
„Kiedyś efekty nazywano „specjalnymi” ponieważ takie były w rzeczywistości. Tę dumną nazwę nosiły wszystkie ujęcia, które poddano jakiejkolwiek manipulacji optycznej, animatronicznej bądź cyfrowej. Nie stosowano ich zbyt często. Były rodzynkami w filmowym cieście, nawet kiedy poziomem spadał niebezpiecznie nisko. Były „specjalne”. Po amerykańsku nazywano je „special visual effects”, bo równolegle istniały „special sound effects”. Ale specjalna obróbka dźwięku szybko stała się mało zauważalnym standardem, który już nie musiał być „special”. A efekty na obrazie jeszcze długo były. W ostatnich latach coraz częściej na listach płac i plakatach można zauważyć skróconą formę „visual effects”, ale dla wyrównania wrażenia połączoną z formułką „and digital animation”. Dobrze, że nie „special digital animation”… Ale po naszemu to nadal „efekty specjalne”, albo w skrócie- efekty”. (Adrian Szczypiński)
W odróżnieniu od lat 80-tych- obecna skala filmowych widowisk, mnogość technik, stopień skomplikowania efektów oraz napięte plany produkcyjne, wymuszone z góry ustalonym terminem premiery powodują, że przy jednym serialu pracuje kilka renomowanych ekip i nazwisk na raz. Dawniej było inaczej. Kenneth Jonhson który jest ojcem serialu V nie miał do pomocy tylu rąk jak mają obecnie twórcy remake. Jednak nie do końca pozostał sam. Wkład w prace nad klasycznym ‘V’ miało także studio Dream Quset Images założone w roku 1979 w Simi Valley w Kalifornii przez Hoyta H.Yeatmana i Scotta Squiresa. Na początku działalności produkowało efekty do telewizyjnych reklam i na potrzeby telewizji. Pierwszym poważnym zadaniem filmowym Dream Quest Images, były obrazy które możemy podziwiać m.in. w serialu ‘V’. Po kilku filmach sci-fi w latach 80-tych, przyszedł dla Dream Quest Images czas na współpracę z Warner Bros Pictures które na początku roku 1983 podpisało umowę i rozpoczęło zdjęcia na planie serialu ‘V’. Pod wodzą kilku doświadczonych ludzi z branży filmowej, Kenneth mógł zacząć realizować swoje plany dotyczące serialu.
Małe wahadłowce należące do floty obcych które oglądamy w serialu, nie powstały jako cyfrowe animacje tak jak ma to miejsce w ‘V 2009′. Są to elementy które zbudowali pracownicy ekipy w skali 1:1. W wyniku braku zaawansowanych technik komputerowych większość niezbędnych rekwizytów powstawała całymi tygodniami aż do uzyskania wymaganego efektu. Zbudowano także 15-metrowe modele w realnej skali, które był wyposażone w ruchome części. Jeden z nich zagrał w ujęciach wymagających pokazania m.in. otwierającego się włazu np: gdy przybysze lądują na dachu budynku ONZ i dochodzi do pierwszego oficjalnego kontaktu.
Powstały dwa rodzaje małych statków. Jedne przeznaczone były do przewozu osób, natomiast drugie służyły do transportu wody i środków chemicznych z Ziemi na statek-matka.
Począwszy od pierwszych ujęć wejścia ogromnych statków-matek w atmosferę aż do ostatnich kadrów w ‘V- The Final Battle” gdy obcy w pośpiechu opuszczają naszą planetę (za wyjątkiem kilku drobnych sekwencji), każdy ze statków był miniaturowym modelem wykonanym ręcznie bez ingerencji komputera. Ponieważ głównym bohaterem scen są statki kosmiczne najeźdźców, trzeba je było odpowiednio „ucharakteryzować” tak aby wyglądały realistycznie i rozbudziły naszą ciekawość, co kryją w środku. „Widok zwykłego latającego spodka był nie do przyjęcia w tej klasie widowiska„- twierdził Kenneth Jonhson podczas kilku wywiadów. „ Pełne małych okienek statki zostały pokazane jako realne obiekty które nadciągają na największe światowe metropolie„-komentuje dalej. „Prace nad statkiem rozpoczęto od stworzenia piankowych modeli o długości około 80 cm wykorzystanych do ujęć próbnych. Następnie na podstawie tych obrazów wykonano szablony, które dopiero potem wyświetlano na na czarnym tle z motywem gwiazd i widokiem planety Ziemi „.

„Modele umieściliśmy na ruchomych, stalowych ramionach. Pomocne okazały się także stojaki i odpowiednie podnośniki. Mieliśmy specjalistów którzy dbali o szczegóły aby widz odebrał naszą pracę w jak najlepszy sposób„. Dzięki temu kamera mogła bez przeszkód zagłębiać się w środek modelu, który wciąż zachowywał wrażenie rzeczywistego obiektu.

Lata 80-te dla Dream Quest Images oraz ich udział w projekcie ‘V’ to już niemal kultowa realizacja efektów specjalnych. Warto jednak wspomnieć, że to głównie takie projekty jak głośny „Łowca androidów” Ridleya Scotta (1982) oraz popularny ‘V’ (1983) przyniosły studiu wielka sławę i możliwość dalszego rozwoju która doprowadziła ostatecznie w 1996 roku to tego, że Dream Quest Images, zostało kupione przez wytwórnię Walta Disneya, by w 1999 połączyć się z Feature Animation, disneyowską sekcją cyfrowej animacji. Zapoczątkowany filmem „Toy Story” fenomen komputerowych bajek, na polu których amerykańskie wytwórnie zaczęły toczyć między sobą zaciętą walkę o widza. W tym czasie prężnie rozwijała się także firma Zoic Studios odpowiedzialna na efekty choćby w ‘V’ (2009). Ona również stała się potencjalnym konkurentem na rynku filmowym (patrz: poprzednie artykuły).

Faktem jest, że efekty oryginalnego serialu V trochę się postarzały. Jednak warto zadać sobie pytanie- w ilu filmach i serialach liczących sobie kilkadziesiąt lat czas nie odcisnął swojego piętna na efektach specjalnych? Cała reszta zachowała się do dnia dzisiejszego w stanie nienaruszonym, w szczególności doskonała reżyseria Kennetha Jonhsona, jego wyjątkowo pomysłowy scenariusz, bardzo dobra gra aktorska i wspaniała, pasująca do serialu muzyka Joe Harnella i Denisa Mc Karthny . Serial nie jest idealny. Niektórzy uważają, że wiele produkcji z lat 80-tych bardziej przypomina komedie sci-fi , aniżeli współczesne- rasowe, mocne sci-fi, więc argument, że oryginalne V “nie zachwyca” należy odrzucić. Dodamy także, że klasyczne V najczęściej jest subiektywnym odczuciem. Niektórych nie zachwyci żaden serial z tego gatunku, a niektórych będą przechodziły ciarki na samą myśl. ‘V’ z pewnością wpisuje się na stałe w kanon klasyki tego gatunku. I pozostaje oczywiście ten sentyment…
Polecamy również:
Preze…
|► DV…
Ekipa…
Podziel się na:









ten materiał nie powstał przez jeden weekend. Wy go tworzyliście długo. zajebiste. super cool materiały.macie to coś to daje wiare w atkich ludzi jak Wy, będą waszym kolegą z regularnego czytania i odlądania. ha ha ha
buzia dla Anett i DRStellee
świetny materiał.